Po drugie, wczorajsza defilada na Polach Elizejskich poprzedzona została ostatnim w karierze Prezydenta Republiki, przemówieniem Pana Emmanuela.
Gość, który jeszcze kilka lat temu niczym rasowy stalker nękał Vovę natrętnymi telefonami, zmienił front i stroszy mocarstwowe antysovieckie piórka. Żałosny i mało wiarygodny.
Każdy, kto choć trochę interesuje się zagadnieniami międzynarodowymi, zdaje sobie sprawę, że bez USA, zlewaczała UE jest bezbronna i żadna bufonada Kogucika tego nie zmieni.
Do gry o prezydenturę powróciła Marine Le Penne i prowadzi we wszystkich sondażach.
Nie cieszę się, bo kobita putinofilska. Poza tym, w ostatecznej rozgrywce, młody Jordan Bordella miałby większe szanse na zwycięstwo. Jednak to nie mój problem.
Co do Pani Marine, wczorajsze uroczystości upamiętniające 10 rocznicę masakry w Nicei były okazją do jej oficjalnego udziału. Hm, no cóż, byłem zniesmaczony długością jej sukienki, zresztą nie tylko ona, inne z uczestniczek zamiast nóg nad wyraz mocno eksponowały swoje dekolty(z "owych dekoltów" fotki nie umieszczam, ale owa paniusia za Le Pen z odsłoniętym ramionami, to również niestosowność).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentować każdy może, nigdy tego nie wymaże!