10 maja 2026

CO2!

Świetny tekst na X, niejakiego Petera Clack’a o wydumanym problemie emisji CO2. 

CO₂ nie kontroluje klimatu. Nigdy tego nie robił. Nie jest głównym pokrętłem temperatury Ziemi, ani architektem naszych współczesnych lęków.

Dwutlenek węgla nie powoduje nadmiernych opadów deszczu, susz ani zawalania się klifów nadmorskich. Nie odpowiada też za pęknięcia w ludzkim społeczeństwie — terroryzm, miejską przemoc, otyłość czy kryzys narkotykowy. To produkty ludzkiej cywilizacji, która uniknęła własnej zagłady na najmniejszym z możliwych marginesów, przetrwawszy 300 000 lat głównie dzięki kosmicznemu szczęściu.

A jednak przez cztery dekady nieustanna wojna klimatyczna wciska światu dietę z kryzysów i histerii ocieplenia. Twierdzi, że CO₂ jest źródłem wszelkiego zła — że to nasza wina i wina tego gazu. Ale prawda jest obojętna: CO₂ nie obchodzi. Nie jest demoniczny. Nie jest zanieczyszczeniem. Jest fundamentem życia na Ziemi.

Bez niego Ziemia byłaby cichą, jałową skałą, zamieszkaną jedynie przez bakterie. To CO₂ umożliwiło cyjanobakteriom odkrycie cudu fotosyntezy, powoli zalewając świat „odpadem”, który nazywamy tlenem. Przed tym oceany były ciemne od żelaza, niebo nie było błękitne, a świat był w zasadzie bez życia. Powinniśmy być wdzięczni za ten gaz życia, zamiast wymyślać scenariusze dnia sądu, by go zniesławiać.

Jeśli spojrzymy na prawdziwą skalę naszej planety, jedynym największym czynnikiem wpływającym na geologię Ziemi jest tektoniczny przepływ kontynentów. Ten powolny, majestatyczny taniec płyt skorupy ziemskiej kształtuje nasze kontynenty i przekierowuje wielkie prądy oceaniczne. To natura w działaniu.

Dziś CO₂ jest zaledwie śladowym gazem na poziomie 427 ppm (0,04%). Chociaż jest potężnym motorem dla biologii, znajduje się na niektórych z najniższych poziomów w historii planety. W okresie kambru stężenia wynosiły ponad 4000 do 8000 ppm. Jeśli te masywne poziomy nie wywołały „nieodwracalnego załamania środowiskowego”, to nielogiczne jest zakładać, że dzisiejsze śladowe ilości to zrobią.

Co więcej, para wodna pozostaje dominującym gazem cieplarnianym, osiągając stężenia 40 000 ppm (4%) w strefach tropikalnych. Odpowiada za zdecydowaną większość efektu cieplarnianego, a jednak jest spychana na bok na rzecz narracji węglowej.

Historia ma znaczenie. Przez setki milionów lat CO₂ nie był decydującym czynnikiem globalnej temperatury. Homo sapiens ewoluował podczas późnego zenozoicznego zlodowacenia, które zaczęło się 34 miliony lat temu, gdy Antarktyda została uwięziona w lodzie. Cała nasza historia rozwinęła się w obrębie czwartorzędowego zlodowacenia, przetrwawszy 100 000-letnie cykle warunków lodowcowych.

Prawie każde znaczące wynalazki, każde imperium i każdy skok w ludzkim postępie miały miejsce w krótkim, ciepłym oknie holocenu. Nigdy nie żyliśmy poza epoką lodowcową. Przetrwaliśmy globalne przewroty wcześniej, ale możemy nie przetrwać samozaprogramowanego załamania w nową średniowieczną ciemną epokę, napędzaną ideologicznym strachem.

CO2!

Świetny tekst na X, niejakiego Petera Clack’a o wydumanym problemie emisji CO2.  x.com/peterdclack/status/2053413223001735245?s=12 z wpisu C...