05 maja 2026

Wrzeszcz

Jak ogólnie wiadomo, cyfryzacja rodzinnych fotek i slajdów postępuje bez zbędnych zakłóceń, materiału uzbierało się sporo.
Ostatnimi dniami intensywnie majstruję przy starodawnych fotkach papierowych, przelewając je żmudnie w pamięć komputera. 
Nawet najstarsze, ryśnięte zawieruchą, dzięki AI są zdolne, aby zabłysnąć na nowo.
Tyle tytułem wstępu, ale dzisiaj przy okazji aktualnych prac, odkopywałem również mój rodzinny Wrzeszcz i rejony mej młodości, czyli kwartał ulic Kościuszki i Kilińskiego z jego słynnym piaszczystym podwórkiem. 
Oto fotek kilka z malutkim komentarzem co prezentują i czego na nich nie ma, a co wartałoby dodać spoza kadru.
Pierwsze zdjęcie, ulica Kościuszki w drodze na wiadukt kolejowy za którym po lewej i prawej mieliśmy Zakłady Przemysłu Cukierniczego Bałtyk, a na jej zwieńczeniu dumnie dudniła ruchem aut, najważniejsza arteria drogowa Wrzeszcza, ulica Grunwaldzka.



Na fotce, gdzie spacerkiem zmierzam z Babcią Tosią  w kierunku wiaduktu, po prawej mieliśmy Zakłady Przemysłu Skórzanego, gdzie obrabiano przeróżnej maści skóry, a po lewej zaraz za jadącym autem marki Lublin, był skład węgla, skąd furmankami rozwożono ten cenny produkt do piwnic okolicznych mieszkańców.
Budynek nad moją głową, to dom rodzinny. 
Hm, każdy wie, że urodziłem się w Gdyni, ale niewielu, że to był pewien zbiegiem okoliczności. 
Moja Mamy tuż po skończeniu studiów lekarskich w Akademii Medycznej odbywała praktykę stażową w Miejskim Szpitalu na Placu Kaszubskim i tam zapragnęła mieć swój pierwszy poród. 
Tym to sposobem z Gdynią łączą mnie na zawsze, więzy urodzenia, ale nie zamieszkania. 
Od becika mój żywot związany był z Wrzeszczem i fyrtlem ulic Kościuszki i Kilińskiego, rejonem, gdzie samoloty z pobliskiego lotniska startowały i lądowały, kojąc nas do snu i budząc o poranku(oczywiście nie było tak źle, każdy z nas do owych startów i lądowań przywykł, a między Bogiem a prawdą wcale nie było ich aż tak wiele).
W pobliskim Aeroklubie, kończącym bieg ulicy Kilińskiego, można było pohasać na zielonej trawce, przy okazji z zainteresowaniem pooglądać różnej maści samoloty, helikoptery, a od czasu do czasu na niebie podziwiać skaczących w rejony lotniska spadochroniarzy.


Fota z Mamą i Dziadkiem Tosiem, to mniej więcej połowa Kilińskiego, po prawej zaraz zaczynał się Browar, a po lewej wyskakiwała boczna uliczka Nad Stawem, rzeczywiście sąsiadująca z browarnianym stawem który dochodził prawie do peronów kolejki elektrycznej, której nikt wtedy nie nazywał SKMką. 
Na drugim krańcu Kilińskiego, czyli za naszymi plecami i za przecinającą ją Kościuszki zaczynał się rzeczony Aeroklub. 
Hm, w tamtych czasach o budowie osiedla Zaspa nikt poważnie nie rozmawiał, chociaż planiści zapewne z pewnością już coś tam planowali, za to w okolicach dzisiejszego Przymorza budowa furczała, aż miło.
Kościuszki i Kilińskiego zamknięte ciągiem bloków mieszkalnych, gdzie pod numerem Kościuszki 9d mieszkania 2, osiadła rodzina Langenfeld, hm mieliśmy nawet telefon, którego numer do dziś pamiętam 41 30 66. 


Podwórko, miejsce zabaw wszelakich, w chowanego, wojnę, żydka, klasy, kapslowy wyścig pokoju i co tam jeszcze.
Za parę lat w miejscu gdzie stoi Dziadek Antek ze mną, powstanie boisko piłkarskie z wyznaczającymi jego granice tablicami do koszykówki, a pod naszymi oknami Rodzice zagospodarują sobie ogródek, tak zupełnie prawem kaduka, bez żadnej administracyjnej zgody, zasadzą drzewa, zasieją kwiatki, ogrodzą drewnianym płotem, cywilizując tę piaszczystą suchą krainę 
Potem z nimi pójdą inni parterowi sąsiedzi z klatki obok.


Wrzeszcz

Jak ogólnie wiadomo, cyfryzacja rodzinnych fotek i slajdów postępuje bez zbędnych zakłóceń, materiału uzbierało się sporo. Ostatnimi dniami ...