Kapitan Baranowski od listopada w rejsie dookoła świata!
Dla mojego pokolenia postać charyzmatyczna.
Żeglarz którego stawiałem na piedestale zaraz za Leonidem Teligą.
Samotnie opłynął świat na jachcie Polonez, a zanim wypłynął, ze swadą opowiadał o planowanej wyprawie w mym ulubionym czwartkowym "Ekranie z bratkiem"
Potem były inne wyczyny i rejsy, ale dla mnie najważniejszym był ten pierwszy "Polonezem"
Dziesiątki lat minęły, świat się skurczył, a morskie wyprawy za sprawą satelitarnej nawigacji i łączności, zaczęły być coraz łatwiejsze.
Stąd też trudny jak na wiek Kapitana, ale możliwy do realizacji plan, opłynięcia globu.
Start od Wysp Kanaryjskich, obierając kierunek na Karaiby i dalej przez Kanał Panamski na Pacyfik, Tahiti, Port Darwin, Kapsztad i zamykające pętlę Kanary!
I podziwiałbym Żeglarza za hart, zapał i ...umiejętność znalezienia sponsorów. Wszak Gość spłukany po śmierci małżonki, a jako że wiek (87), też niczego sobie, to i donator musiał być nad wyraz rozrzutny, bo korzyści z owego wsparcia raczej nie uzyska.
Jednak znalazł się mecenas w łódkę, sprzęt do nawigacji i łączności oraz prowiant i walory na opłaty zafundował, brawo!
No i cóż się dzieje, Kapitan trzy miechy w morzu i okazuje się, że środków zaczyna brakować, a chłop nawet na Karaiby(?)nie dopłynął.
Opowiadają w linku wyżej jak to biedak oszczędzać musi, lodówkę wyłącza, ciepłe białe wino pić musi!
Starlinaka ogranicza, GPSa ucisza i płynie jak nie przymierzając w pierwszym rejsie na Polonezie.
Hm, tyle tylko, że tak bez współczesnych luksusów, to już mu za bardzo mu nie klapuje.
Zatem włącza chłop Starlinka i zbiórkę intrnetową ogłasza. Sukces(?) udało się zebrać 70 tysięcy złotych! Niestety, to według Kapitana za mało, liczył na 100 tysięcy!!!
Cytując klasyka, "ja żyć Panie Premierze"?, wszak droga przed Staruszkiem daleka!
Poniżej kursywą, co bardziej smakowite cytaty.
Niestety, podczas wyprawy pojawiły się poważne problemy finansowe. — Dla oszczędności prądu wyłączam Starlink, czyli ograniczam kontakt ze światem — wyznał Baranowski w rozmowie z "Faktem".
Ponad rok po śmierci żony Krzysztof Baranowski zdecydował się na samotny rejs dookoła świata. 16 listopada 2025 r. wypłynął z mariny San Miguel na Teneryfie. Po drodze zaplanował przystanki m.in. na Martynice, w Panamie, Tahiti, Fidżi, Port Darwin, na Mauritiusie i w Kapsztadzie. Przed nim jeszcze około rok żeglugi, a każdy etap wiąże się z kosztami eksploatacji jachtu, postojów w marinach, zakupu zaopatrzenia oraz bieżących napraw.
Krzysztof Baranowski zwrócił się do internautów z prośbą o wsparcie finansowe. Jak czytamy w opisie internetowej zbiórki, dotychczas udało się zebrać 72 tys. zł z docelowej kwoty 100 tys. zł. Kapitan przyznaje, że musi oszczędzać na wszystkim, co możliwe.
— Dla oszczędności prądu wyłączyłem lodówkę. Jeśli została jeszcze jakaś butelka białego wina — będę pił ciepłe. Dla oszczędności prądu wyłączam Starlink, czyli ograniczam kontakt ze światem. Mniej pogaduszek, mniej korespondencji. Dla oszczędności prądu wyłączam GPS i mapy, i płynę po omacku. Bo jeśli prądu nie będzie, to nawet pomocy nie ma jak wzywać — wyznał w rozmowie z "Faktem" Krzysztof Baranowski.
Nie mogę utrzymywać kosztownej łączności, bo szczodrość na zrzutce się skończyła
— dodał kapitan.
Powiem krótko, wcale mi Cię Chłopie nie żal, jak forsy nie miałeś na podróż, to trza było nie wypływać, a teraz radź sobie sam i z obrzydzeniem popijaj to ciepłe białe wino!
Ludzie to jednak wredni są, sknerują Żeglarzowi marnych 30 tysięcy, ech, świat schodzi z wilków morskich na psy!
A hoj!